piątek, 18 sierpnia 2017

Smutno...


Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again
Because a vision softly creeping
Left its seeds while I was sleeping
And the vision that was planted in my brain
Still remains within the sound of silence

In restless dreams I walked alone
Narrow streets of cobblestone
'Neath the halo of a street lamp
I turned my collar to the cold and damp

When my eyes were stabbed
By the flash of a neon light
That split the night
And touched the sound of silence

And in the naked light I saw
Ten thousand people, maybe more
People talking without speaking
People hearing without listening

People writing songs
That voices never share
And no one dare
Disturb the sound of silence

"Fools" said I, "you do not know
Silence like a cancer grows
Hear my words that I might teach you
Take my arms that I might reach to you"
But my words like silent raindrops fell
And echoed in the wells of silence

And the people bowed and prayed
To the neon God they made
And the sign flashed out it's warning
And the words that it was forming

And the sign said
"The words of the prophets
Are written on the subway walls
And tenement halls"
And whispered in the sound of silence

środa, 16 sierpnia 2017

Trzecie życie, czyli gorzka lekcja

Odkąd pamiętam moja mama i babcia przejmowały się i zmartwiały na zapas i za innych. Większość obaw się nie sprawdzała, ale co się nadenerwowały to ich. Ile było zawsze gdybania, a co będzie jak to, a co zrobisz jak tamto itd. Z takim patrzeniem na przyszłość udało mi się w miarę uporać. Nie rozważam jak rozwiązać jakiś problem dopóki go nie ma, bo to zwyczajnie strata czasu. 
Ale druga sprawa, czyli przejmowanie się cudzymi problemami jakoś bardziej weszło mi w krew i mocno wpływało na życie. Jakoś tak miałam, że czułam się odpowiedzialna wobec tego, co usłyszałam i wydawało mi się, że powinnam koniecznie jakoś pomóc. Tylko czy to było koniecznie? Dla mnie chyba tak. Bo ja chciałam się czuć potrzebna, co miało powodować, że będę dla kogoś ważna, taki sposób budowania sympatii. Teraz wiem, że to błąd. Bo potrzebna to ja jestem mężowi, synowi i dwóm kotom. A reszta świata niech mnie po prostu lubi albo nie. Mogę posłuchać czyichś zwierzeń czy zwykłego marudzenia, ale na dystans. Nie mogę przeżywać cudzego życia, bo mam swoje. 




"Podobno każdy człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumie, że ma tylko jedno. A ja myślę, że jest jeszcze trzecie. Najpiękniejsze. Zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że większość spraw na świecie to nie twój problem. Że nie wszystkie problemy tego świata dotyczą ciebie. Więcej. Że jest bardzo dużo problemów, które pozornie dotyczą ciebie, ale spokojnie możesz mieć je w dupie."
                                                                             (S. Kubryńska)

czwartek, 10 sierpnia 2017

W poszukiwaniu straconego sensu

Ostatni miesiąc był trudny emocjonalnie. Było zarówno bardzo dobrze i bardzo źle. Urlop w Bieszczadach był dla mnie wytchnieniem od codziennych obowiązków, ale też porządkowaniem po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło nasze małżeństwo. To była ciężka praca, dużo gruzu i rozbitego szkła, łatwo było się zranić. Ale mogę już ze spokojem powiedzieć, że się udało. Budujemy nowe i staramy się nie popełniać starych błędów. Nie powiem, że nie miałam wątpliwości, bo były momenty, że wydawało mi się, że łatwiej byłoby zostawić te gruzy. Na szczęście nawzajem się motywowaliśmy do tego, że warto walczyć. 
Wizyta u rodziny jak zawsze kosztowała mnie dużo stresu. Mama, z którą nie umiem się dogadać, czego i jak nie powiem to źle, nie taka jestem jak powinna być - fatalna córka ze mnie. Przykro mi, że nie spełniam jej oczekiwań, ale mam już dosyć poczucia winy z tego powodu. Babcia, która genialnie interpretuje przeszłość na swoją korzyść i cudownie wypomina szczególiki sprzed 20 i więcej lat. I jeszcze wie najlepiej jak każdy powinien układać swoje życie. A jak dochodzi do konfrontacji, bo w końcu każdego taka gadka wyprowadziłaby z równowagi, to stwierdza "a co ja takiego powiedziałam?" Nic tylko się upić. I teściowa, która narzeka na wszystko tylko po to, żeby narzekać. Bo podpowiedzi, jak coś zmienić, rozwiązać problem odbija i neguje. Tylko czy ja jestem "ściana płaczu"? Zaledwie dwie doby na łonie rodziny, a ja mam wrażenie jakby ktoś mnie odwirował. 
Na koniec, podczas powrotu do domy, mięliśmy stłuczkę na autostradzie. Jeden taki młody, niedoświadczony kierowca, który jechał bardzo nieodpowiedzialnie, zakończył swoją podróż w naszych bagażniku. Nikomu nic się nie stało, ale poziom stresu i zmęczenia spowodował, że miałam ochotę go pobić. Skończyło się na tym, że na niego nawrzeszczałam i byłam bardzo niemiła. Jak dziś o tym myślę to nie jestem z tego powodu dumna, jest mi wręcz głupio, że taka dałam się ponieść emocjom, ale chyba zwyczajnie mnie to przerosło. Po prostu dla mnie za dużo. 
Tydzień po powrocie, synek wyjeżdżał na swój pierwszy samodzielny obóz sportowy. Wiedziałam, że opieka w porządku, wszystko dobrze zorganizowane, on sam też samodzielny i dobrze znoszący rozłąki z nami, ale jakoś tak było mi ciężko. Z jednej strony przecież czekałam na ten jego wyjazd, bo wcześniej byliśmy cały czas razem i byliśmy już sobą zmęczeni, a z drugiej jakoś tak dziwnie się zrobiło, pusto. To jednak dla nas wszystkich było przeżycie.
Podczas jego nieobecności przeczytałam książkę "furia mać" Sylwii Kubryńskiej. Nie było lekko, ale było warto dobrnąć do końca. Pomogło mi to choć trochę poukładać sobie  w głowie ostatnie pół roku, bo chyba mocno się pomyliłam, a skutki tej pomyłki dużo mnie nauczyły, choć to była gorzka lekcja.
Ale o tym następnym razem.



"Sens istnieje bowiem tylko z perspektywy. Bez niej sens się zaciera, kurczy, sam siebie zgniata. Zbyt blisko sensu nie widać."
                                                                              (S. Kubryńska)


piątek, 30 czerwca 2017

Z rozmyślań przy patelni

Uwielbiam placki ziemniaczane. Przypominają mi beztroskie letnie dni na działce u dziadka. On robił najlepsze placki na świecie. Smażył je na piecu opalanym drewnem. Ja smażę placki dosyć rzadko, bo to wymaga czasu. Jest to dla mnie swego rodzaju rytuał. Obieranie ziemniaków, tarcie ich, przyprawianie, a potem smażenie, które trwa godzinę, a czasem półtorej. Zawsze wtedy siedzę w kuchni i czytam. Próbowałam robić inne rzeczy, ale placki się przypalały.



Dziś przeczytałam między innymi wywiad z Idą Linde (WO extra 07/2017). Trafiłam na słowa, które idealnie wpisują się w to, co teraz przeżywam. Bo ta pani mówi między innymi o tym, że „Różnych ludzi lubimy z różnych powodów. Wyciągają na powierzchnię najdziwniejsze nasze cechy. Lubi się ich na przykład dlatego, że w ich obecności potrafimy wytrzymać sami ze sobą. Kiedy odchodzą, gaśnie to „ja” obecne przy kimś drugim.” Ostatnio straciłam kogoś, kto był dla mnie ważny, był mi bliski. Próbuję sobie to poukładać, ale nie jest łatwo. Wielu rzeczy, które się wydarzyły nie rozumiem. Ale bardzo mi żal tej relacji, żal mi siebie jaka wtedy byłam. Bo przez chwilę czułam się potrzebna z tym co we mnie najcenniejsze, z moją wrażliwością, zainteresowaniem, słuchaniem… Zostały mi wspomnienia, żywe i intensywne. Niestety z czasem wszystko wyblaknie, a ja zapomnę, że jest we mnie coś więcej niż „ja” przytłoczone nudną codziennością. Takiej mnie  już nie będzie. 

"Nic i nikt nie jest nam dany
w tym życiu raz na zawsze."

                                    (xxx)

niedziela, 18 czerwca 2017

Dobra mama... czyli trudne wybory.

Jestem mamą. Jestem tą która dała życie i która musi ponieść tą odpowiedzialność. To moja najważniejsza rola i od niej zależą wszystkie inne. Bo wszelkie wybory nie dotyczą już tylko mnie. I nikt mi nie wmówi, że będąc matką mogę wszystko. Nie mogę. Muszę ciągle uważnie wybierać, tak aby nie zachwiać światem mojego małego człowiek.
Jest to dla mnie wyjątkowo trudne, bo zawsze byłam buntownikiem, robiłam co chciałam i nie liczyłam się z tym jak ocenią mnie ludzie, bo sama ponosiłam konsekwencje.  A teraz życie wymaga ode mnie wyjątkowej pokory i cierpliwości.
Mam doświadczenia z dzieciństwa dotyczące rozwodu, samotnego rodzicielstwa i wiem jak samopoczucie mojej mamy wpływało na moje życie. Była nieszczęśliwa, bo nie potrafiła zawalczyć o to co było dla niej ważne, o miłość do człowieka, którego nie akceptowali jej rodzice. Była dorosła, ale poddała się presji, bo nie miała w sobie siły i odwagi, żeby wziąć swoje życie w swoje ręce. Przypłaciła to smutkiem, żalem, frustracją, a w końcu zdrowiem. Uwierzyła w kretyńską "mądrość", że musi poświęcić się dla mnie i nie ma prawa układać sobie życia  na nowo. Nie miała obok siebie nikogo, kto powiedziałby jej, że to bzdury, że jeśli sama nie będzie szczęśliwa to nie da szczęścia mnie.
W życiu nic nie dzieje się na darmo, wszystko czegoś uczy, a ja mogę tylko wykorzystać tą wiedzę do tego, aby poukładać moje życie zgodnie z tym, co będzie dla mnie najlepsze. A jeśli tak będzie i będę szczęśliwa to będę miała w sobie wszytko, co sprawi że mojemu dziecku będzie ze mną dobrze.

"Gdy dojrzewamy, zdumiewa nas trafność,
z jaką los wykorzystuje jedną sytuację 
do stworzenia atrybutów,
które będą potrzebne w drugiej."
                                     (M. Woodman)


środa, 14 czerwca 2017

Uwaga! Uwaga...

Dużo ostatnio w moim pisaniu o relacjach międzyludzkich, takich delikatnych, nieuchwytnych niuansach, które te relacje kształtują. Ostatnio uświadomiłam sobie kolejny istotny aspekt tychże.
Uwaga. Definiuje się ją jako jeden z procesów poznawczych, obok pamięci, myślenia czy spostrzegania. Bez uwagi nasze codziennie funkcjonowanie byłoby niemożliwe.
Kiedy uwaga szwankuje, bo jesteśmy zmęczeni, coś ją rozproszyło czy też przeciążyło, boleśnie odczuwamy tego skutki. A jak?
Zwyczajnie - skaleczony palec, obity samochód, zgubione rzeczy. To my kontra rzeczywistość materialna.
A jak ma się uwaga w naszych kontaktach z innymi ludźmi?
Mówi się, że ktoś zwrócił na kogoś uwagę, a to znaczy, że właśnie w tym momencie uważnie patrzył i słuchał. Skupiamy swoją uwagę na innym człowieku, bo jest dla nas ważny, bo interesuje nas, co ma do powiedzenia. Kiedy ktoś nie zwraca na nas uwagi, czujemy się z tym źle, jest to denerwujące i przykre. Możemy walczyć o czyjąś uwagę, możemy próbować przykuć czyjąś uwagę. Możemy też nie chcieć zwracać na siebie uwagi.
Jedno jest pewne, chwila nieuwagi, zarówno w relacjach międzyludzkich, jak i w rzeczywistości materialnej może nas słono kosztować.

"A teraz dotarło do mnie, 
że popełniłem największy błąd,
jaki może popełnić w swoim życiu człowiek - 
przez chwilę byłem nieuważny."
                                     (xxx)

poniedziałek, 29 maja 2017

Z emocjami dyskutować się nie da


Życie nie składa się z lat, miesięcy ani nawet dni. Życie składa się z sekund. Wszystkie zdarzenia, które zmieniały moje życie trwały chwilę. Były momentami, których intensywność sprawiała, że nigdy ich nie zapomnę. Pod wpływem takich momentów podjęłam wszystkie ważne decyzje. Bo tak naprawdę decyzję podejmujemy chwilę, a potem szukamy argumentów, żeby sami siebie przekonać do słuszności tej decyzji. Czy to dobrze? Nie wiem. Ale wiem, że na dłuższą metę nie mogę oszukiwać samej siebie.  Zawsze wydawało mi się, że jestem racjonalna, poukładana i w przemyślany sposób kieruje swoim życiem. Ale teraz widzę, że te wszystkie ważne decyzje to były impulsy. Małżeństwo, praca/brak pracy, mieszkanie. Żyjemy emocjami – one nas nakręcają, one powodują że kogoś/czegoś chcemy lub nie. I możemy próbować analizować zdarzenia czy sytuacje z różnych punktów widzenia, możemy sami siebie przekonywać co trzeba, a czego nie powinniśmy, możemy szukać pomocy u kogoś kto na chłodno pomoże ocenić nam sytuację, możemy. Ale z emocjami dyskutować się nie da. Jeśli ktoś bliski robi nam przykrość, rani nas, lekceważy raz, drugi, trzeci i kolejny, to nawet jeśli tego nie chcemy to zaczynamy odsuwać się od tej osoby. Łapiemy dystans, bo spodziewamy się kolejnego zranienia i próbujemy się jakoś chronić. Z zewnątrz wszystko może wyglądać normalnie, ale jeśli pomimo tłumaczeń, próśb, sytuacje się powtarzają, to w środku coś umiera. Mogę w pełni świadomie odpowiadać za moje działania, ale na to czuję nie mam wpływu. Mogę udawać, że czegoś nie czuję, że czuję inaczej, tylko po co? Bo może uda mi się oszukać ludzi wokół, ale samej siebie nie oszukam. Z emocjami dyskutować się nie da.


„Nie ma rzeczy materialnej ważniejszej od tego
Jak się ktoś czuje.”